



Antek
Rano przyjechałem na konferencje do Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Tematem było "Kulturowe dziedzictwo sportów zimowych w Sudetach". Na ten bardzo interesujący program sprowadzono wielu bardzo cenionych prowadzących z uczelni polskich, czeskich i niemieckich. Karpacz przywitał mnie ładną pogodą, a Antoś flaszką becherowki. Mojego przyjaciela ze studiów nie widziałem około 15 lat, a teraz była doskonała okazja. Ten czeski wynalazek może nie był zdrowy dla naszych przepalonych gardeł, ale przed laty, gdy dowiedziałem się o przeprowadzce Antka do Karpacza żartowałem, że mieszka prawie w Czechach. To były czasy, gdy z Czech przywoziło się różne alkohole, w tym słynną becherovkę. Kiedyś powiedziałem, że jeśli kiedyś go odwiedzę to razem wypijemy flaszkę becherovki i niestety musieliśmy dotrzymać obietnicy. Następnego dnia po kolacji odwiedziłem Antka i razem pojechaliśmy do tych niegdyś dalekich dla mnie Czech zobaczyć harrachovską mamucią skocznię. Po drodze jeszcze była Szklarska Poręba, a potem wróciliśmy od Karpacza.